Szkoda, że nie ma kilku Czeladzi – w jednej dalibyśmy porządzić Jakóbczykowi, w drugim kolejną kadencję Kosmali, w trzeciej Mrozowskiemu, w czwartej Szaleńcowi itd.
Dopiero wtedy, po czterech latach, można by obiektywnie ocenić, kto jest najlepszy.
Ja wiem, że w tej rywalizacji bylibyśmy absolutnym zwycięzcą. Tylko my dajemy szansę na dobre zmiany w naszym mieście.
Ale Czeladź jest tylko jedna. Nie da się przeprowadzić takiego eksperymentu.
Niedawno zakończyły się mistrzostwa świata w piłce nożnej. Zawsze przy okazji jakichś imprez sportowych zastanawiam się nad tym, jak to jest, że gdy dane państwo ma wystawić reprezentację, to rzeczywiście udaje się wystawić najlepszych zawodników. Tymczasem, gdy demokratycznie wybieramy władze, efekt najczęściej jest smutny, mimo że rzecz idzie o znacznie ważniejsze sprawy niż wygrana meczu czy zawodów pływackich. A tym smutniejszy efekt, bo najczęściej przegrani, którzy przecież w kampanii wysoko na sztandarach nieśli dobro danego miasta, po odpadnięciu z walki natychmiast zapominają o celu swego politycznego działania. Stają się opozycją – niestety nie konstruktywną i działającą dla swej “małej ojczyzny”, ale przede wszystkim walczącą ze zwycięzcą. A przecież mogłoby być inaczej. Przecież każdy z kandydatów ma swą wiedzę, swoje pomysły. Czy nie można ich wykorzystać dla miasta? Dlaczego wraz ze zmianą władzy przerywana jest ciągłość realizowania programu poprzednika? (tego akurat problemu w tym roku nie będzie – dziś miasto nie ma żadnego programu). Dlaczego tenże poprzednik działa przeciw następcy? Czy nie można spróbować inaczej?
Dlatego jako stowarzyszenie Nowoczesne Miasto deklarujemy chęć rozmów z innymi czeladzkimi stowarzyszeniami, by wspólnie szukać najlepszych dla Czeladzi rozwiązań.
To niestety z pewnością tylko naiwne mrzonki. Ale przecież wspaniale by było, gdyby udało się wybrać w Czeladzi drużynę najlepszą z możliwych. Która umiałaby zmienić to miasto, tak by nie było tylko mało atrakcyjną sypialnią, z której ucieka się do innych miejsc w Polsce czy Anglii.
Mamy tylko jedną Czeladź, nie dzielmy jej.
Ładnie brzmią takie apele, ale “life is brutal, full of zasadzkas”. Będziemy rozmawiać, ale wiemy przecież, że szanse na efekt są niemal zerowe. Dlatego równolegle będziemy robić swoje, by rozwiać wątpliwości, co do naszych celów i wygrać w Czeladzi niezależnie od pokręconych układów i zależności.
Dlatego także zastanawiam się, jak bardzo brudna będzie tegoroczna kampania. To co działo się przed czterema laty, nie napawa optymizmem. Sam już dziś mam przedsmak tego, co może się dziać. Na którejś z czeladzkich platform dyskusyjnych, związanej z jednym z byłych burmistrzów, już nazwano mnie obitym pijaczkiem spod budki z piwem (zamieszczając zdjęcie skradzione z mojego profilu na fb), pogrożono sądem, posądzono o populizm, o rozdawanie stanowisk i składanie obietnic. Oczywiście nic takiego nie miało i nie ma miejsca. Czy nie można powstrzymać się od takich ruchów?
