Rewolucja Pisarka, czyli poprawianie demokracji

W Polsce co roku organizujemy egzamin maturalny dla pięciuset tysięcy ludzi. Albo dla porównywalnej ilości egzamin gimnazjalny. A czy nie  można by, tylko raz na cztery lata, przeprowadzić egzaminu dla kandydatów na radnych samorządów gmin, miast, powiatów i sejmików wojewódzkich? A raz na pięć lat egzaminu dla kandydatów na europosłów. I raz na cztery lata egzaminu dla kandydatów na prezydentów i burmistrzów miast oraz wójtów gmin I raz na pięć lat dla kandydata na prezydenta. To znacznie mniej niż 500000 ludzi i tylko co cztery czy pięć lat.

A i egzamin byłby znacznie prostszy. Nie byłby to przecież poziom maturalny, bo zdałoby go co najwyżej 1% kandydatów ;).  Wystarczyłyby trzy testy: wiedzy fachowej z danej dziedziny, inteligencji i etyczno-psychologiczny. Wynik egzaminu oczywiście nie ograniczałby możliwości czyjegoś kandydowania, choć zapewne niejeden z kandydatów sam by zrezygnował po otrzymaniu trzech pał.  Wynik egzaminu byłby po prostu wpisany na liście do głosowania przy każdym nazwisku. I wówczas wyborca oprócz miejsca na liście, oprócz przychylności mediów, oprócz poparcia najmocniejszej nawet partii, oprócz taniej bądź drogiej kampanii , MIAŁBY dodatkową informację by wybrać mądrzej i obiektywniej. Terminy, komisje, autorzy testów to już proste szczegóły techniczne. Oczywiście byłoby to dodatkowe skomplikowanie systemu i zwiększenie biurokracji, ale w efekcie mielibyśmy ciut mądrzejszą władzę, a tym samym lepsze funkcjonowanie całości.

Da się?
Nie da się?