Szkoda że nie ma Barei!

Pamiętacie ten fragment z filmu „Miś”, w którym główny bohater tłumaczy reżyserowi, że ten miś musi być taki drogi, bo jest na miarę naszych możliwości? W efekcie prezes klubu zaczyna rozumieć rzeczywiste mechanizmy wydawania pieniędzy służbowych czy państwowych, no bo nie własnych. Bo to przecież oczywiste – jeśli się czymś zarządza, a w ramach tego zarządzania coś się kupuje czy inwestuje za nie swoje pieniądze, to jaka jest motywacja by było taniej? A przecież drogo opłacony wykonawca czy usługodawca z pewnością szczodrze zrewanżuje się zleceniodawcy.

Standardem w Polsce jest mityczne 10%, ale w innym polskim filmie – współczesnym serialu „Rancho” – dowiadujemy się, że cwany wójt potrafił wywalczyć dla siebie znacznie, znacznie więcej. Więc jego motywacja jest oczywista – im drożej, tym lepiej! Im drożej gmina zapłaci za remont drogi, tym lepiej! Ustawi niepotrzebną sygnalizację świetlną – lepiej! Kupi niepotrzebnie jakiś budynek – lepiej! Więcej zapłaci za wywóz śmieci – lepiej! Bez sensu wyremontuje jakiś budynek – jeszcze lepiej!

Często zastanawiam się, jakim cudem Barei – reżyserowi nie tylko „Misia”, ale i innych doskonałych filmów i seriali – udało się w swoich produkcjach przemycić tyle tak szyderczych i krytycznych ocen współczesnej mu rzeczywistości. Przecież w jego czasach obowiązywała cenzura, czyli działał Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk. Można tylko wyobrazić sobie, jak wyglądałyby jego filmy, gdyby tej cenzury nie było! Świetnie byłoby zobaczyć te wszystkie wycięte przez cenzurę fragmenty jego scenariuszy. Można też wyobrazić sobie, jak wyglądałyby filmy Barei, gdyby nie umarł (za wcześnie!!!) i mógł reżyserować dzisiaj. Ależ miałby jazdę. Zero cenzury, a paradoksów nie mniej, niż gdy tworzył „Alternatywy 4”. A chyba nawet więcej. Tak, zdecydowanie więcej. Toż współczesna Polska jest – o dziwo! – dużo trudniejsza do życia i normalnego funkcjonowania, niż ta z początków reform ustrojowych. Wystarczy przeczytać artykuł w ostatnim numerze Nowoczesnej Czeladzi, gdzie piszemy o podejściu urzędu do wydania zgody na wycięcie uschniętego drzewa. A to przecież tylko wierzchołek góry lodowej. Ech, szkoda że nie ma współczesnego Barei.